Rzym

Stanąłem w zadziwieniu

7 grudnia 1790: "O godzinie 4 [po południu] stanęliśmy w Rzymie. Zatrzymano nas w bramie. Rzecz obrażająca każdego, kto myśli. Trzysta mil jadąc [...], chcąc odwiedzić miejsce i ciało św. Piotra, zamiast gościnności od następcy tego świętego odbieramy w bramie napaść od zbirów, którzy nie puszczają nas - nawet jak w krajach despotów - do domu, ale prosto zamiast do miejsca łaski, prowadzą nas do miejsca zdzierstwa, do celni, gdzie wszystko powtórnie przez godzinę rozrzucają, plądrują, psują, zamki odbijają, jeżeli przypadkiem prędko nie znajdzie się klucza, powtarzając, że taki jest rozkaz tego, który zastępuje miejsce tego świętego, którego odwiedzić przyszliście. [...] Ja przecież, więcej pobożny, opuściłem wszystko, posłałem do celni powóz, a sam zaraz najpierwszy poszedłem odwiedzić ciało święte, to jest kościół św. Piotra. Stanąłem w zadziwieniu!".

 

Jakiż triumf religii Chrystusa!

8 grudnia 1790: "Oglądałem Koloseum. Dzieło to dzisiaj ledwo w trzeciej części istniejące, przecież dzisiaj jeszcze ogromne jest świadkiem, że kto je stawiał, musiał być panem świata, jak kościół św. Piotra będzie świadkiem, że ci, którzy go wystawili, musieli także być panami świata. Z wszystkich dzieł rzymskich najwięcej dotychczas opowiadają potęgę cesarzów rzymskich ostatki Koloseum. A koniec tego wystawienia uczy, jakimi sposoby utrzymywali tę potęgę cesarze [...]. Tenże rum Koloseum ukzauje obyczaje, sposób myślenia i czułość Rzymian. Widzieć w nim tego ducha, którego religia w ten lud tchnęła. Takie ślady w tych rozwalinach znajdując, wszedłem. Zastałem cały ten gmach na około zastawiony rzędem ubogich. Każdemu z nich rozdawał jeden ksiądz i jeden człowiek świecki pieniądze, do każdego, widziałem, przystąpili, każdego się o potrzebach jego wypytali, każdego, ile mogąc, cieszyli i każdy od nich oddalający się wesoły odchodził. Spytałem się, co by to było? Powiedziano mi, że jest w Rzymie jeden ksiądz i jeden szewc, którzy każdego dnia przychodzą tu do Koloseum i cokolwiek tego dnia zarobią nad to, co im do życia potrzeba, to dzielą między ubogich. Jakiż truimf religii Chrystusa!".

 

Nad tę ustawę żadnej porządniejszej nie widziałem we Włoszech

29 marca 1791: "Byłem oglądać ustawę Innocentego XII, papieża z domu Pignatelli [...]. Nad tę ustawę żadnej porządniejszej nie widziałem we Włoszech, chociaż wiele innych w tej myśli założono. Dom wspaniały, wygodny, jak na Włochy bardzo czysty. Ustawa jego jest taka. Chłopcy od lat 7 ludzi ubogich mają swoje wychowanie. Pisać, czytać, rachować i religii uczeni, nad to w rzemiośle jednym z następujących doskonalą się: w szewstwie, w kapelusznictwie, w sukiennictwie, w tkaniu płótna, jedwabnych materii, w kowalstwie, w ślusarstwie, w robieniu obicia de goblin. Od lat 7 do 20 bawią w tym domu. W dwudziestym roku już powinna się ich nauka skończyć, a dom im daje 40 skudów w posagu. Z tym mają wolność zarabiać sobie, gdzie im się podoba, ale też jeżeli chcą w domu tym pracować dla zarobku, jest im wolno. Wchodząc do tego domu trzeba mieć zalecenie od swojego proboszcza z parafii i pozwolenie księdza prezesa, zazwyczaj monsignora. Do pilnowania porządku, edukacji i uczenia religii zrobiono przy tymże domu fundacją na 12 zakonników filipinów".

 

Cyt. za: Dziennik podróży Stanisława Staszica 1789-1805, Kraków 1931, s. 114, 117, 180-181.