Paryż

Wszędzie widać Bonapartego

16 listopada 1804: "W Muzeum Napoleona w obrazach narodowych sztuk z roku 1804 widziałem, jak powszechnie w kraju, tak w tych salach: w tym gatunku rządu jest ten duch nieoddzielny, iż wszystkie zasługi, wszystkie cnoty i dzieła narodowe zwalają się tylko na jedną osobę. W dziejach Franków bytu współczesnym [jest] i było tysiąc walecznych i chrobrych. Teraz wszędzie nie widać nikogo, a wszędzie widać Bonapartego. Nie ma nigdzie Hocha, Lecoubre`a, Massény, Desaix, nie widać ani nawet słychać imienia Moreau, sam tylko Bonaparte".

 

Lud paryski jest do jednodzierstwa stosowny

15 grudnia 1804: "Lud paryski jest - ogółem brany - do jednodzierstwa stosowny. Wielkimi słowy, blaskiem, pompą, ogromnością, groźbą, nie prawem ani rozumem być prowadzony powinien. Wszędzie się ściąga, zbiega dla oglądania tych pod imieniem książąt carów, na których pod innym imieniem nie patrzał, choć co dzień widywał. Podokna carów i księżniczek są dzień w dzień obstąpione. Jednodzierżenia duch gra swe role wybornie: sam car [Napoleon] - moc i surowość; carowa - przystępność i dobroć; ich światelstwa - uprzejmość i łaskawość. Wszyscy pompą oddzieleni niezmierną. Lud pod oknami carowej; ta mu się ukazuje, kłania, pozdrawia, a ten na każde jej pokłonienie, ręki skinienie krzyczy z radości. Widziałem nawet czyli prawdziwie, czyli nawzajem grające z wielkiej radości oglądania carowej dwie kobiety [...] mdlały. W kwadrans potem, dowiedziawszy się carowa, wysyła, aby te kobiety doktor opatrzył i aby do niej przyszły. Zesłany lokaj wołał głośno po gminie, że je chce widzieć carowa u siebie. To największej dobroczynności czyniło wrażenia! Drugi raz w gminie pod jej oknem, gdy się ukazała, kilku w krzyku: »Niech żyje carowa!« - podniosło papiery w górę; były to prosiennia [podania]. Natychmiast zbiegł dworski, zabrał te prośby. W godzinę wołał po gminie owych imiona, aby do carowej przyszli. Doczekałem się powrotu młodego z nich chłopaka, który był bratem hajduka dworskiego i prosił o uwolnienie od skazki. Powrócił uwolniony, opowiadał w gminie łaskawość, rozmowę z nim carowej i swe uwolnienie. I to lud nazywał dobroczynnością!".

 

I to żadnego z Francuzów nie zastanowiło nawet!

16 grudnia 1804: "W dzień uroczystości danej carowi [Napoleonowi] przez miasto Paryż, cały urząd Paryża do 350 osób składający, owa sławna commune, pieszo, po błocie od Tuileries aż do ratusza biegła przed karetą cesarską, między mamelukami jego i liberią, jadącą konno, a za karetami ministrów. I to żadnego z Francuzów nie zastanowiło nawet!".

 

Cyt. za: Dziennik podróży Stanisława Staszica 1789-1805, Kraków 1931, s. 404-405, 407-408.