Florencja

Teatr użyteczny ludziom

3 października 1790: "Byłem na komedii. Prezentowano Diabła żonatego, to jest komedia ta wystawiała mężczyznom kobiety tak złośliwe, iż diabeł wolał w piekle żyć, niżeli z tak złą żoną. Komedia ta, przez tutejszego aktora pana Boneti ułożona, ma wiele do śmiechu, ale rzuca nienawiść między męża i żonę, wystawia wszystkim kobiety czarne, a przeto zamiast łączenia, niechęć, niezaufanie, [brak] zrozumienia między umysły małżeńskie szczepi. Tak zły koniec tu wszystkie komedie i opery mają, które w ciągu mojego bawienia się w Florencji widziałem. Na przykład opera Arminiowystawia triumfującego Germanika, wojarza i łupieżcę cudzej ziemi, a prawdziwego właściciela w ustawicznym nieszczęściu, dlatego że się wojarzowi broni. Komedia Diabeł żonaty, jak powiedziałem, niechęci do małżeństwa [...]. Operetka pod tytułem Wuj i synowiec oszukany daje młodym naukę, jak starca wyszydzić i odrwić. We wszystkich miastach włoskich pełno teatrów. Książęta udzielni je utrzymują. Jakimi więc w takiej szkole mogą zostać Włosi? [...] Teatr będzie ludziom użyteczny, kiedy wyszydzi zdradę, podstępy, kłamstwa i całą politykę dzisiejszych despotów, kiedy odkryje i wyszydzi ich hipokryzję, kiedy znienawidzi wojarze, kiedy uwieńczy cnotliwe i ludzkie obywatele". 

 

Szpiegowanie po ulicach

12 października 1790: "Chcąc dojść, o czym najwięcej flotentczykowie myślą, między oświeceńszymi szpiegowałem tego wieczora po różnych ulicach i placach, jako też po wsiach pewne osoby rozmawiające. Najpierwsze były: ks. franciszkanin ze świeckim. Ci rozmawiali o matematyce. Potem zaś podsłuchałem dwóch świeckich, którzy żywo rozmawiali o jakowych zaś przyczynach fizycznych i ich skutkach. Dalej szło kilkanaście osób rozmawiających o teatrze. Potem widziałem księdza kanonika regularnego [...]. Czytał książkę. Starałem się koniecznie obaczyć. Była to książka z kalkułami algebraicznymi. Na placu św. Jana rozmawiało kilku o sławnym śpiewaku, teraz być mającym w Pizie. Nazywali go Matti. [...] Nad rzeką Arno chodził ksiądz jeden, dwóch świeckich i żołnierz. Ten siadł, a wszyscy obstąpili go i z wielką usilnością słuchali. Ja przechodziłem się umyślnie, niby to zamyślony, ale słuchałem, co im prawi. Był to żołnierz, który wrócił z ostatniej kampanii z Turkiem. Opowiadał im jakąś batalią, w której się znajdował pod księciem Koburgiem. Na placu św. Krzyża siedziało kilka dam i mężczyzn. Rozmawiali o jakimś zamęściu. Po drugiej stronie kilka osób sprzeczało się o jakieś malowanie".

 

Cyt. za: Dziennik podróży Stanisława Staszica 1789-1805, Kraków 1931, s. 81, 83-84.